piątek, 18 listopada 2016

Pożegnanie

Witam was w ostatnim poście na tym blogu. Pod poprzednim postem zgłosiło się kilka osób do przejęcie po mnie tego raczka, ale pomimo moich usilnych kontaktów nikt mi nie odpowiedział, co nie ukrywam trochę mnie smuci. Nie chce się powtarzać tego co pisałam w tamtym poście, ani poruszać żadnego większego tematu, bo ten post służy tylko do poinformowania was co się dalej będzie działo z blogiem. Więc w sumie to na tyle. 
Do zobaczenia
Nata

czwartek, 25 sierpnia 2016

Informacje *anielskie chóry*

Tak oto ja znowu. Czekają was ciężkie chwile po przeczytaniu tego posta... Kogo ja oszukuje przecież ten blok to raczek. Dobra prosto z mostu bo nie lubię owijać w bawełnę. Mam do was dwie informacje.
   Zacznijmy od pierwszej tej gorszej. To już koniec bloga. Tak niestety przykro mi, ale straciłam na to wenę a jak czytam dawne posty to się wstydzę jak takie coś mogło powstać. Co do Historii Alkocholowej... postała w jednej ósmej więc nawet nie opłaca się tego publikować. Może na święta albo coś jak zacznie mi się fizyka...(bo na niej robię wszystko tylko nie to co mam robić). Miło mi było dla was pisać i podziwiam was za to że to czytałyście.
    Co do drugiej sprawy... jeśli ktoś chciałby przygarnąć tego raczka i kontynuować go to chętnie oddam chociaż wątpię, żeby ktoś to chciał. Ale daje taką możliwość. Ja na tym nic nie stracę a ktoś może mieć pomysły etc.
    W tym momencie chciałabym się z wami podzielić moim zdaniem na temat BAM i Bambino bo to ciekawy temat. Już od jakiegoś czasu nie ma mnie na oficjalnej grupie fandomu. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu. Ta cała zmiana po tym jak chłopcy stali się sławni mnie zabolała i zniechęciła do Bambino. Większość postów na grupie to były zwykłe raki bo inaczej tego nie można nazwać. Niektóre były tylko z sensem. Zdarzało mi się mylić posty z 'Fejmów' (kolejna grupa do której już nie należę) z tymi z grupy BAM. Co było już dziwne zważywszy na to że fandom jak sama nazwa wskazuje to miejsce dla fanów konkretnej grupy ludzi słuchających danego zespołu. A jak widziałam posty tylu "NA ILE MNIE OCENIACIE' albo 'NOWA ZABAWA CHŁOPCY PISZĄ KOCHAM A DZIEWCZYNY CIĘ'. No sorry ale dostałam wkurwa. Nie mam pojęcia jak jest teraz i jeśli jest gorzej nawet nie chcę wiedzieć. Poczucie fejmu które zgromadziło się wokół Bars and Melody jest nie do wytrzymania. Po debiucie chłopcy zrobili się nagle tak sławni że cała 'śmietanka' stwierdziła że ich kocha i jest to jedyny zespół na świecie...  No i to jest moje zdanie. Możecie się z nim zgadzać lub nie. Chętnie poznam wasze opinie w komentarzach jeśli komuś się chce pisać i to czytać więc to już prawdopodobnie ostatni moment kiedy piszę do was na tym blogu. Miło było i nie zapomnijcie o wym co było wyżej.

Więc żegnam was już na zawsze <3

środa, 13 lipca 2016

Rozdział 44 - Śmierć... pomysłu Leo

- Hej Mary – nie zwracając uwagi, że siedzę na kolanach jego najlepszego przyjaciela uściskał mnie.
- Hej Leo – odrzekłam, wciąż powstrzymując śmiech – przyszedłeś w jakiejś konkretnej sprawie ? – dopytywałam.
- Tak… Muszę z wami poważnie porozmawiać.

- Leo nie możesz tak sobie wyjechać do Korei. Nie znasz tam nikogo, nie umiesz języka, a co jak pomylisz Koree i zamiast to południowej polecisz do północnej?! Mogą cię tam nawet zabić! - Charlie chodził w te i spowrotem po pokoju zaparczywie gestykulując rękoma.
- Charlie ale to moja jedyna szansa na odzyskanie jej. Za chwilę może być z kimś innym. Kto wie może już ma jakiegoś koreańczyka! - Leo oparł głowę na rękach - Nie chce jej stracić rozumiesz? To tak jakby chodziło o Mary. Ty byś w życiu nie dał za wygraną, a ja mam się tak o poddać? Nie mogę.
- Po pierwsze Charlie uspokój się. Po drugie moja siostra może i jest ostatnią idiotką ale potrafi myśleć i na pewno nie ma żadnego faceta. Po trzecie Leo jeśli ją kochasz daj jej odejść. Jeśli z tobą zerwała miałą ku temu kąketny powód i nie przekonasz jej żeby do ciebie wróciła, jeśli sama nie będzie tego chciała. - westchnęłam. Mama nadzieję, że Nata pomimo tej swojej obsesji na odcięciu uczuć nie wyłączyła mózgu.
Opadłam na poduszkę i zakryłam rękami głowę wydając przy tym coś na styl warknięcia.
- Mary nic ci nie jest? - zaraz obok mnie znalazł się Charlie
- Nie, po prostu muszę to wszystko przemyśleć. Zostawicie mnie samą? - spojżałam na chłopaka. Muszę to wszystko sobie poukładać. Mam stanowczo za dużo pytań.
- Pewnie, chodź Leo pójdziemy coś zjeść.  - Charlie dosłownie wyciągnął Leo na korytarz.
Kiedy drzwi się zakmknęły zakryłam twarz kołdrą. Po cholere ona to wszystko wymyśliła. Czasami zachowuje się naprawdę jak nie dorobiony bahor z ADHD i rozdwojeniem jaźni. Musiała wyjedżać aż do Korei, żeby ogarnąc swoje życie? Nie mogła zostać i po prostu ułożyć sobie związek z Leo zacząć szkołe i wieść spokojne normalne życie?  Nie, to by było zbyt piękne. A teraz jeszcze ten cholerny szpik, którego nie da się przeszczepić. Może zaraz okaże się, że nie jesteśmy siostrami!
Jeszcze trochę i zaczęłabym roznosić ściany. Moje obradowanie przerwało pukanie do drzwi. Wzięłam nakrycie z twarzy i udzieliłam oficjalnej i grzecznej zgody na zawitanie do mego dormitorium. Podobno w ostatnich dniach życia dowcip najbardziej dokazuje. A więc żegnaj świecie.
- Marianno - lekarz próbował wymówić moje polskie imie, ale kiepsko mu to szło - Mam do ciebie dwie wiadomości.  Jak pewnie wiesz twój szpik jest inny niż szpik twojej siostry. Na postawie danych ustaliliśmy, że nie jesteście pełnymi siostrami. Miałyście innych ojców.
Patrzyłam na lekarza jak na ostatniego idiote.
- Czy pan mi właśnie powiedział,  że ja i moja jedyna siostra nie jesteśmy z od jednego ojca?
-  Na to wychodzi.
W tym momęcie nie wiedziałam czy wyzwać go za obrażanie mojej matki, uświadomienie mi, że tak naprawde różnice pomiędzy nami są uzasadnione, czy że śmiał to sprawdzić. To wszystko wydawało się bardzo nieprawdopodobne, że aż ironiczne. Wiele razy pytałam mamy, czy na pewno Natalia nie była adoptowana. Ona wtedy odpowiadała wymijająco, ale zawsze wychodziło na nie. Może tak jak w serialach bała się nam o ty powiedzieć. To wszystko takie dziwne. Spojrzałam lekarzowi w oczy i wybuchnęłam śmiechem.
- To by wiele wyjaśniało - stwierdziłam po chwili. Nie miałam co się tym przejmować ten sam ojciec czy nie to moja siostra, którą kocham i życie bez niej było by jednak smutne. Pomimo tego że utrudnia mi je jak może.
- Cieszę się, że przyjęłaś to tak dobrze. Większość osób histeryzuje i płacze.
- Nie jestem jak większość osób. A z resztą to niczego nie zmienia. Co z tą drugą informacją?
- Cóż znaleźliśmy zgodnego dawce 10/10 teraz tylko twoja ciocia musi wyrazić zgodę na leczenie. Nie możemy czekać dłużej, a jak mi wiadomo wyjechała na konferęcje. Musisz sama podjąc decyzję. Jest pewne ryzyko, ale nikłe w przypadku takiego dawcy.
- Lepsze to niż nic. Gdzie mam podpisać?
Następny tydzień minął mi na badaniach, operacji szpiku i czekaniu na rezultaty. Charlie był ze mną przez te wszystkie dni. Leo wpadał co jakiś czas i żeby się pośmiać czy po prostu pogadać. Nie padło słowo na temat Natalii, ale widziałam,  że nadal go to boli.
Po tygodniu od operacji mój stan zaczął się poprawiać. Lekarze dawali mi duże szanse na przeżycie. Tak też leżałam trwając w tej nadziei przez kolejny tydzień.




Z góry przepraszam za błędy i za to że rozdział tak późno, ale ciężko pisze mi się z perspektywy Marianny a mój ruter ma humorki. 
Uwaga Szykuje się wasza upragniona Historia Alkocholowa 

czwartek, 21 kwietnia 2016

Rozdział 43 - Gwałt

Mieszkanie było duże i przestronne. Przez duże okna wpadało do niego wiele światła. Gdy weszłam po prawej stronie stała plazma i wielka skórzana kanapa. Po prawej była dobrze zaopatrzona kuchnia wraz z wolno stojącym pełnym i wszechstronnym barkiem. Ściany były ceglane, bez jakiegokolwiek pokrycia. Mieszkanie było urządzone w iście męskim stylu.
- Jesteś pewny, że nie chcesz tu mieszkać - popatrzyłam na Shin'a ze zdziwieniem  - Chata ful wypas, barek pełny...
- Haha - uśmiechnął się - Na pewno. To mieszkanie jest specjalnie dla ciebie i Mark'a. Nie chciałem, żebyś się nudziła, więc załatwiłem ci współlokatora. Znam cię, więc załatwiłem ci kumpla. - uśmiechnął się wzruszając ramionami.
- Jesteś cudowny! - rzuciłam mu się na szyję - Dlaczego ty nie jesteś moim ojcem?
-Tak właściwie to... - gdy zaczął do mieszkania wpadł wysoki, szczupły blondyn z fryzurą emo i niebieskimi końcówkami.
- Jestem Shin! - poklepał go po ramieniu i spojrzał znacząco na mnie, - To pewnie Natalia - zwrócił się do niego jakbym wcale tam nie stała.
- Zgadza się. - Shin spojrzał to na mnie to na niego. - Skarbie, to Mark, mówiłem ci, że znalazłem ci współlokatora.
- Shin mówił, że mam się tobą zająć, dopóki nie ogarniesz  - uśmiechnął się szczerze, a ja stwierdziłam, że możemy się nawet dogadać.
- Zgadza się - potwierdził Shin i spojrzał na zegarek. - Dobra dzieci muszę lecieć do pracy, bo będą się  niepokoić i Mark - rzucił mu kluczyki - bawcie się dobrze. - Wyszedł, a po chwili słyszałam tupot na klatce schodowej.
Patrzyłam jeszcze chwilę na zamknięte drzwi po czym westchnęłam i zabrałam walizke chcąc przenieść je do pokoju. Nagle przed moimi wyrósł chłopak.
- Pomogę ci - uśmiechnął się niewyraźnie.
- Poradzę sobie - mruknęłam omijając chłopaka. W następnym momencie poczułam jak moje nogi unoszą się znad ziemi. - Ej! - krzyknęłam puszczając torbe.
Chłopak uśmiechnął się i przerzucił mnie przez ramię, biorąc torbę w drugą rękę i bezceremonialnie idąc tak do pokoju. Ledwo przyjechałam, a już mnie gwałcą. No pięknie.
- Postaw.mnie.na. ziemie - wycedziłam prubująć opanować śmiech i chociaż trochę wyglądać na zdenerwowaną.
- Daj spokój i tak wiem, że się śmiejesz - rzucił mnie na łóżko.
- Ty psycholu - pokręciłam głową
- Normalni ludzie są nudni - usiadł na podłodze obok łóżka.
- Nie zadaje się z normalnymi ludźmi - parsknęłam
- W takim razie polubisz tych dekli z zespołu - dostał napadu śmiechu. Patrzyłam jak ten turla się po podłodze nie zwracając wcale uwagi na to że obija się o meble i mi je niszczy.
- Ej bo mi meble zniszczysz - rzuciłam go poduszką. Ten to zignorował i nadal trząsł się ze śmiechu.  Patrzyłam się na niego jak na ostatniego idiotę.
- Dobra skończyłem - powiedział po chwili mojego bezceremonialnego wzroku.
- Boże widzisz, a nie grzmisz - przyłożyłam teatralnie dłoń do czoła udając zrospaczoną.
- Nie wzywaj Boga, tylko chodź bo się spóźnie. - ścisnął dłońmi moją twarz i wręcz wybiegł wymachując rękami z pokoju krzycząc, że już po nim.  Shin zkąt go wziąłeś?!
Podciągnęłam się z łóżka i z niechęcią podążyłam za chłopakiem, który zdążył już założyć buty i właśnie wybiegał z domu.
- Pospiesz się! -  krzyknął panikując jak kura gdy zatka jej się jajko... no tam wiecie skąt kura ma je ma.
Parsknęłam tylko i z ledwo założonymi trampkami wyszłam z domu. Mark oczywiście już siedział w samochodzie i trąbił na mnie żebym się pospieszyła. Jakież to dziecko niecierpliwe.
Gdy w końcu doczłapałam się do samochodu Mark od razu wcisnął gaz, a mnie aż wbiło w fotel. Poprawiłam buty starając nie rzucać się po samochodzie jak łania z okresem przy każdym zakręcie.
- A Marianna mówiła, żeby nie wsiadać z niezrównoważonymi psycholami do samochodu - żachnęłam się
- Kto tu jest niezrównoważonym psycholem? - prychnął - Bo na pewno nie ja.
- Nie, w bagażniku leży ciało seryjnego zabójcy, którego zamordowałam, bo wisiał mi chajs za działkę - powiedziałam całkiem serio.
- Dziewczyno to się leczy.
- Za późno. - zrobiłam kjut minkę - No a tak właściwie gdzie mnie ciągniesz? - zmieniłam temat
- Jeszcze do ciebie nie dotarło, że jedziemy na próbę? - spojrzał na mnie wymownym wzrokiem - Jaki masz iloraz inteligencji?
- Wyższy od ciebie. - rzuciłam mu pogardliwe spojrzenie.
- Wypraszam sobie jestem od ciebie straszy 7 lat bejbe. - dziwnie poruszał brwiami
- Starszy, nie znaczy mądrzejszy - uśmiechnęłam się
-Pff - przewrócił oczami
Resztę drogi kłóciliśmy się o wszystko. Kolor żakietu kobiety, którą Mark przepuścił na pasach była nawet dobrym powodem do kłótni.
- Dobra młoda teraz tylko nie przynieś mi wstydu. Nie odzywaj się, nie oddychaj, nic nie rób. Nie są przygotowani na to, że cię zobaczą.
- Co, że rażę zajebistością?
- Chyba głupotą. - prychnął - Nie oddychaj, usiądź w kącie i patrz na profesjonalistów jasne?
- Nie przeżywaj, bo za chwilę te niebieskie końcówki ci odpadną - wpadłam w śmiech
- Pff, nie jesteś śmieszna i się zamknij wchodzimy! - Mark zatkał mi buzię ręką po czym otworzył drzwi do małej sali tanecznej. Na środku obiektu siedziało 6 chłopaków. Śmiali i chyba robili coś w stylu rozgrzewki.
- Mark nareszcie jesteś! - krzyknął chłopak z rudymi włosami. BOŻEONJESTRUDY! Ale całkiem ładny ten rudy kolor hehe.
- Wybacz, Shin mnie zatrzymał, mam tego bachora na głowie. - wskazał na mnie
- Jak jeszcze raz nazwiesz mnie bachorem staruchu z szufladą twoje niebieskie końcówki przybiorą kolor sinokoperkowegoróżu. - posłałam mu mordercze spojrzenie, pod którym każdy się kulił, ale chłopak pozostał niewzruszony. Bambam wybuchł śmiechem.
- Już ją lubię - objął Marka ramieniem, a mi posłał uśmiech. - Jestem Kunpimook ale mów mi Bambam. - Gdy podeszliśmy grupy chłopcy odwrócili się w naszą stronę ilustrując mnie wzrokiem. Miałam ochotę wywrócić oczami, ale trzeba być miłym prawda?
- To JB, Junior, Youngjae, Jackson i Yugyeom. - chłopcy po kolei machali mi, albo uśmiechali się.
- Natalia - uśmiechnęłam się.
- Tańczysz? - zapytał Junior
Spojrzałam na niego dziwnie i pokręciłam głową.
- Skoro masz do nas należeć trzeba cię nauczyć - uśmiechnął się JB
- Że co? - Mark wytrzeszczył oczy
- No skoro jest skazana na ciebie, a ty się szlajasz z nami to na jedno wychodzi - JB walnął do w czoło.
- W sumie fakt - Mark zamyślił się
- Mam lepszą propozycje.  Poćwiczcie sobie, czy zróbcie co macie robić, a ja popatrzę sobie z daleka - uniosłam kciuki w górę na znak tego, że to wyśmienity pomysł, ale każdy z chłopaków bez wyjątku patrzył na mnie wymownym wzrokiem mówiącym "chyba śnisz" - Czyli mój plan nie przejdzie? - spojrzałam na nich błagalnie
- Nie ma mowy - Yugyeom pokręcił głową.
- Kurwa - zaklnęłam po polsku
- Ej, my nie mówimy po koreańsku, ty nie mów w jakimś nieznanym języku. - Prychnął Bambam.
- Uwierz mi nie chcesz wiedzieć co to znaczy, i to Polski - zaśmiałam się
- Dobra dzieciaczki zaczynamy - JB klasnął w dłonie, a muzyka sama polecała z głośników.
Każdy znał swoje miejsce. Ja odsunęłam się na bok i obserwowałam jak tańczą. Wszystko współgrało z sobą jak w zegarku. Oczywiście nie obyło się bez popisówek, no bo to normalne. Ale wtedy JB posyłał im mordercze spojrzenie i na tym się kończyło.  Powiem wam szczerze, że całkiem nieźle im to wychodziło. Taniec to jedyna rzecz na jakiej się nie znam, no i śpiewanie ale to przez to, że brzmię, jak rosomak na uboju.
Skończyli idealnie gdy muzyka przestała grać. Boże tylko żeby o mnie zapomnieli.
- Chodź młoda może się czegoś nauczysz. - machnął do mnie Yugyeom.
- Nie proszę, nie róbcie mi tego. - złożyłam ręce jak do modlitwy
Wtedy chłopak podbiegł do mnie i przerzucił sobię przez ramię. No pięknie znowu...
- Wyjebie wam tu kurwa podwójne salto w tył, ale nie każcie mi tańczyć - zaczęłam krzyczeć, na co oni wybuchnęli śmiechem.
- Nie będzie tak źle - powiedział Yugyeom gdy w końcu postawił mnie na ziemię. - Powtarzaj to co robi Mark.
Chłopak uśmiechnął się tylko i zrobił jakiś skomplikowany dla mnie krok i obrót o 180 stopni.
- Chyba cię coś jebie - puknęłam go w głowę z otwartej dłoni.
- No dawaj spróbuj!
Westchnęłam, ale próbowałam zrobić to o co mnie prosili.  Zrobiłam coś na kształt kroku, ale gdy postawiłam nogę oczywiście moja koordynacja zawaliła i przewróciłam się lecąc jak długa na plecy. Przez chwilę zapadła cisza, dy podniosłam się do pozycji siedzącej cały zespół jak jeden mąż wybuchł tak głośnym śmiechem, że nie jestem pewna, czy Marianna ich nie słyszała. Przewróciłam oczami i podeszłam do ławki zabierając swoje rzeczy.  Wtedy poczułam czyjeś ręce na mojej talii i nim się zoorętowałam już wisiałam przez ramię tym razem Bambama.
- Nie przejmuj się mała.- usłyszałam w jego głosie powstrzymywany śmiech.
- Ależ nie, nie przejmuję się, tylko trochę tyłek mnie boli  - przewróciłam oczami.
Bambam klepnął mnie w tyłek i postawił na ziemie mając najnormalniejszą minę.
- Dobra chodźmy coś zjeść, bo zaraz umrę - Junior wskoczył na barana Yugyeomowi
- Wieczne dzieci - prychnął JB
- Mark zabierz mnie na barana? -  Jackson zrobił maślane oczka do chłopaka
- Wskakuj - uśmiechnął się Mark
- Jej! - Jackson zapiszczał jak dwunastolatka widząca abs swojego idola.
Szliśmy razem z JB, Bambamem i Youngjaem patrząc jak ci skaczą i śmieją się jak idioci.
- No dobra dzieci kto prowadzi? - JB pomachał kluczykami.
- JA! - krzyczeli jeden przez drugiego
- Youngjae twoja kolej - JB rzucił chłopakowi kluczyki. Gdy wyszliśmy za budynek moim oczom ukazał się uroczy minivan z nazwą GOT7.





Witam Was w tym przecudownym dniu! Co ja pierdole jest chujowy. Spać mi się chce, ale jeszcze muszę zrobić lekcję. Łał rozdział w czwartek a nie w poniedziałek! Bijcie mi brawa. Siedziałam i pisałam, bo dostałam wenę. Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba pomimo myślę trochę innego stylu pisania :3 Z góry przepraszam za wszelkie błędy i literówki, ale Mar się nie chciało poprawiać i zrobi to dopiero w weekend soo trudno. 
Zespół który jest przedstawiony w rozdziale to GOT7
Teraz może wiecie co zastąpiło mi BAM 
Tak Kpop
Nie polecam 
To rak
Ale i tak luv
Spadam lovki kisski i wgl papatki

*Boże co ja odpierdalam*

sobota, 16 kwietnia 2016

POWRACAMY

Witam drogie papużki w tym jakże zacnym dla Was dniu. Otóż dziś dowiecie się do do dalszej przyszłości bloga. Na początku chciałybyśmy Was bardzo przeprosić, że tych rozdziałów nie było przez tyle czasu, ale zrozumcie II semestr gimnazjum trzeba było się poprawić. Zresztą trochę bardzo zmieniły nam się gusty muzyczne i BAM nie jest już na pierwszym miejscu naszej Play Listy. Jednakże po małej dyskusji stwierdziłyśmy, że nie możemy zostawić was w takim miejscu gdzie Natalia jest po drugiej stronie globu, a Marianna umiera na raka...  Dlatego postaramy się dociągnąć fabułę do końca, wstępne plany idą do 50 rozdziału, a co dalej nawet Bane'a nie wie. Dlatego jeszcze raz bardzo Was przepraszamy i bardzo prosimy o wsparcie. Mamy nadzieję, że po takiej przerwie jeszcze ktoś to pamięta. Byłoby fantastycznie gdyby każda osoba która czyta tego bloga dodała pod tym postem komentarz. Obojętnie jaki, zostaw tylko po sobie ślad.
                                                                                                           No to do zobaczenia
                                                                                                                      H&P

czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział 42 - "Szepczę, myślę, wiec jetsem tu. Ciągle szukam ciebie"

~Marianna~


„- List ? – powtórzyłam zdziwiona.”
- Tak, list. Pani Lenehan go przyniosła – wujek wręczył mi kopertę – Będę się powoli zbierać.
- Oki… Czyli do jutra – uściskałam go i opuścił pokój. Chwyciłam list i otworzyłam kopertę, wyjmując ze środka złożoną na pół kartkę. Rozłożyłam ją i zaczęłam czytać.
Kilka minut później odłożyłam kartkę z podpisem Rebeci i nie będąc pewna co o tym sądzić położyłam się na niewygodnym szpitalnym łóżku szybko zasnęłam.


~Charlie~


Przetarłem oczy i sięgnąłem po telefon, żeby sprawdzić godzinę. 8:00, co znaczy że przepałem cały wieczór i noc. Odwiedziny zaczynały się o 9, więc miałem trochę czasu na ogarnięcie się i już mogłem iść do mojej księżniczki. Poszedłem do łazienki, gdzie szybko opłukałem twarz zimną wodą, uczesałem włosy i założyłem świeże ubrania. Wróciłem do pokoju i wtedy przypomniałem sobie o liście. Nigdzie go jednak nie było.
 Czyżby spotkanie z Rebecą mi się przyśniło ?
 Zbiegłem do kuchni, gdzie zastałem mamę.
-Mamo, nie widziałaś może listu zaadresowanego do Mary ? – spytałem prosto z mostu, siadając przy stole.
- Widziałam. Razem z Melodym oddałam go wczoraj wujkowi Mary. – odpowiedziała spokojnie.
- Czyli ona ma już list ?
- Na to by wyglądało. I nawet nie myśl, że teraz tam pójdziesz. Najpierw coś zjedz – i postawiła przede mną talerz z tostami. Zjadłem śniadanie najszybciej jak potrafiłem, pobiegłem po telefon i chwilę później wyszedłem z domu.
- Charlie, poczekaj ! – obejrzałem się i dostrzegłem Brooke.
- Mogę iść z tobą ? – spytała, podbiegając i kurczowo chwytając się mojego rękawa.
- No dobrze – westchnąłem po chwili zastanowienia. Zadowolona blondynka ujęła mnie za rękę.
- To twoja dziewczyna ? – spytała gdy szliśmy.
- Mhm…
- Opowiesz mi coś o niej ? – pytała dalej.
- Co byś chciała wiedzieć ?
- Dlaczego leży w szpitalu ?
- Ona…. Ona jest bardzo chora – odpowiedziałem, starając się powstrzymać łzy.
- Ale wyzdrowieje ? – spytała mała, najwyraźniej przestraszona.
- Trzeba mieć nadzieję. – reszta drogi minęła nam w milczeniu i jakiś czas później już przekraczaliśmy szklane drzwi szpitala i ruszyliśmy w stronę odpowiedniej sali. Weszliśmy do środka. Marianna jeszcze spała, przytulona do poduszki, a obok niej leżała zapisana kartka, list od Rebeci. Poprosiłem Brooke, żeby była cicho i ostrożnie wziąłem list, żeby go przeczytać.




Hej Mary !
Długo zastanawiałam się, czy pisać do ciebie, ale chyba podjęłam odpowiednią decyzję. Chcę, żebyś wiedziała, że ja nie stoję na drodze Twojej i Charlsa. Dopiero dziś zrozumiałam, że podjął on właściwą decyzję. Do momentu gdy nie zobaczyłam Was na polanie, byłam zaślepiona złością, chciałam Cię zniszczyć. Z początku chciałam wam zrobić zdjęcie, ośmieszyć Charliego, osłabić zaufanie jego fanek, że nic nie powiedział im o dziewczynie, jednak bardzo się cieszę, że zmieniłam zadnie.
A potem zobaczyłam, że ogłosił wasz związek oficjalnie i zrozumiałam, że ja już tego nie zmienię. Proszę, żebyś mi wybaczyła że w ogóle myślałam o zniszczeniu waszej wspólnej przyszłości. Obiło mi się o uszy, że jesteś w szpitalu, więc jeśli to prawda, życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia i szczęścia z Twoim chłopakiem
                                                                                                 Rebeca xx




- Miło się czytało misiek ? – usłyszałem głos. Przestraszony podniosłem głowę i zobaczyłem, że Mary zdążyła się obudzić i ciekawie mi się przygląda.
- Przepraszam, ja tylko…
- Nie gniewam się – delikatnie się uśmiechnęła – i tak zamierzałam ci go pokazać.
Pochyliłem się i delikatnie ją pocałowałem.
- Bleee – usłyszałem jęk siostry. Wyczułem że Mary się uśmiecha
- Hej Brooke – odwróciła się w stronę dziewczynki.
- Hej – uśmiechnęła się nie pewnie.
- Wiesz kim jestem ?
- Księżniczką Charliego.
- Sądzisz, że można mnie tak nazwać ?
- Oczywiście. Masz śliczne włosy, a księżniczki zawsze mają śliczne włosy – odpowiedziała rezolutnie.
- Dziękuję – odpowiedziała z szerokim uśmiechem – Możesz podejść bliżej, nie gryzę
- Ale Charlie powiedział że jesteś bardzo chora…



~Marianna~


Rzuciłam niepewne spojrzenie blondynowi i znów przeniosłam wzrok na jego siostrę.
- Charlie dużo rzeczy wyolbrzymia – zaśmiałam się, czując jednak głęboki smutek – Czuję się dobrze i właściwie dzisiaj już wracam do domu.
- To fajnie – dziewczynka również się uśmiechnęła.
- Brooke, może przejdziesz się do świetlicy i poukładasz sobie puzzle ? Ja chwilkę porozmawiam z Mary i zaraz do ciebie przyjdę.
Mała pokiwała głową i wyszła z pokoju. W drzwiach minęła się z dobrze znaną mi pielęgniarką.
- Dzień dobry – uśmiechnęła się niepewnie, tym razem nie rzucając się na blondyna.
- Coś się stało ? – spytałam.
- Twoja siostra postanowiła oddać szpik. Jednak po badaniu stwierdziliśmy, że jest to niemożliwe. Więc…
- Nie mówcie jej tego. Pod żadnym pozorem. – podjęłam decyzję w ułamku sekundy – inaczej nie wyjedzie. A Korea dobrze jej zrobi… Skłamcie, że wszystko w porządku… Boże, nie mam pojęcia co robić… - jęknęłam załamana.
- Nie martw się, wymyślę coś – blondynka uśmiechnęła się pokrzepiająco -  A teraz zostawiam was samych – dodała i wyszła z sali.
- Samych nas zostawiła… hm… - Charlie poruszył brwiami.
- To jest szpital zboczuchu – pacnęłam go w ramię.
- Ale jaki zboczuch ze mnie ? Ja jestem grze..
- Nie próbuj się bronić, bo i tak ci nie wychodzi – mruknęłam, przerywając mu, na co pochylił się i wplatając mi palce we włosy złączył nasze usta. Odwzajemniłam pocałunek, chociaż w głębi mojej głowy rodziła się obawa, że ktoś wpadnie do pokoju w jakże odpowiednim momencie. Chłopak przysunął się jeszcze bliżej mnie, a ja obejmując go za szyję, podniosłam się do pozycji siedzącej. Nasze pocałunki nigdy takie nie były, a nie widzieliśmy się ledwie kilkanaście godzin. Blondyn wciągnął mnie na swoje kolana, nie rozłączając naszych ust, mocno mnie do siebie przytulił.
- Zaraz ktoś tu wejdzie – mruknęłam w jego usta.
- Cichaj – odszepnął, przygryzając moją wargę, na co zareagowałam cichym jękiem 

(pozdrawiam pana K. i panią N. – dopisek autorki xx) 

Nagle o ścianę huknęły drzwi
- Charlie ile można… Fuuuj – zapiszczała Brooke stojąca w wejściu. Starając się powstrzymać śmiech, wtuliłam twarz w ramię blondyna, a on oparł swoją głowę na mojej.
- Chcesz wracać do domu, mała ? – spytał siostry.
- Nie, po prostu cię szukałem i poprosiłem Brooke żeby weszła pierwsza, bo domyślałem się co odwalacie. A moja twarz nadal ma być taka ładna jak jest – do sali wszedł również Leondre z bananem na twarzy.
- Hej Mary – nie zwracając uwagi, że siedzę na kolanach jego najlepszego przyjaciela uściskał mnie.
- Hej Leo – odrzekłam, wciąż powstrzymując śmiech – przyszedłeś w jakiejś konkretnej sprawie ? – dopytywałam.
- Tak… Muszę z wami poważnie porozmawiać.


Dam, dam dam... Koleajna tajemnica <3 Mogę szukać pracy w Polsacie ?
Pozwolicie, że sama się opieprzę za moją sklerozę jeśli chodzi o rozdziały... Ten ma ponad 1000 słów (bez tej cud miód malina orzeszki notki ) wieć jest moc XDD 
Ktoś kończy tak jak ja w poniedziałek ten cudny okres zwany feriami ? 
Te 2 tygodnie za szybko mninęły... i jescze od razu po powrocie do szkoły pierwsza biologia. Żyć, nie umierać :`) 

Tak więc ja się żegnam i znikam na randkę z Fredro i "Zemstą"..  Nie nawidzę lektur.... 

I taka inforacja sprzed chwili - mam 3 odcinek Shadowhunter, 'Zemsta' poczeka XDDD 

Do następnego ~ Mary xox




środa, 13 stycznia 2016

Rozdział 41 - Kocham Cię My Polish Queen


Po raz setny sprawdziłam rezerwacje lotu, transportu i wszystkiego innego wiązanego z podróżą. Popiłam łykiem herbaty żółć, która zebrała mi się w gardle. Kurde, od dwóch dni nic nie jadłam. Nie mogłam jeść. Nie mogłam przełknąć niczego co przypominało jedzenie, cud, że wogule mogłam pić. Trzeba się wziąźć w garść, tak będzie lepiej dla wszystkich. Naglę zabrzęczał mój telefon.
- Halo?- odebrałam
-Hej Cukiereczku! - usłyszałam głos Shina
- Shin! - pisnęłam
- Haha, też się cieszę, że cię słyszę. Słyszałem, że wybierasz się do nas.
-Tak, tak muszę się stąd wyrywać no, a z wami miałam najlepszy okres w życiu.
- Masz gdzie się zatrzymać?
- Tsa... będę w jakimś hotelu w Seul.
- Daruj sobie z tym hotelem będziesz mieszkać u mnie nie widzieliśmy się szmat czasu musimy to nadrobić!
- Dobra, ale uzupełnij barek. - zaśmiałam się
- Ma się rozumieć. - zaśmiał się - Dobra młoda muszę spadać, bo mnie wołają. Poznasz kogoś jak przyjedziesz.
- Już się nie mogę doczekać paa.
- Ja też. Do zobaczenia Cukiereczku.
Rozłączyłam się po słowach Shina. Uwielbiam tego człowieka i mam nadzieję, że szybko uda mi się z nim spotkać. Wszelkie wątpliwości jakie miałam przed chwilą poszły się hyćkać. Czas iść odwiedzić Mar. W końcu muszę oddać jej ten szpik. Przynajmniej zrobię coś pożytecznego.  Wstałam z łóżka zwinęłam laptopa i zapakowałam go do torby. Szybko wybrałam jakieś ciuchy i się w nie przebrałam.


 Przechodząc przez korytarz zajżałam do pokoju Mary. Wzięłam z niego parę książek, laptop i kilka pluszaków. Wsadziłam je do plecaka i dosłownie zbiegłam na dół i wypadłąm przez drzwi domu zakluczając je za sobą.
Całą drogę do szpitala prawie biegłam. Nie chce się spóźnić. Nie chcę by było za późno na cokolwiek. Na korytarzu przed salą siedział Leo. Zatrzymałam się przed recepcją mówiąc do kogo przyszłam i nie czekając na odpowiedź pielęgniarki ruszyłam w stronę sali. Założyłam okulary przeciwsłoneczne mając nadzieję, że mnie nie zauważy. Trochę bolało mnie w piersi, ale ignorowałam to. Powtarzałam sobię w myślach że to tylko wyżuty sumienia.
Bezapelacyjnie weszłam do pokoju nie zwracając na Leo uwagi. Mary leżała na łóżku i patrzyła na telewizor w którym leciały jakieś bzdety.
-  Hej, przyniosłam ci kilka rzeczy.  - rzuciłam jej plecak na fotel obok łóżka. - Idę się zoriętować gdzie można oddać szpik. Potem zapewne wyjeżdżam. Więc to chyba ostatni moment kiedy się widzimy...
- Nie zatrzymam cię już, prawda?
- Nie, podjęłam decyzję. Wrócę do was kiedyś. Powiedz cioci, że sobię poradzę. Będę dzwonić obiecuję. Przyjadę za jakiś czas. Obiecuję.
- Będę tęsknić - Mary spojżała na mnie ze łzami w oczach.
- Ja też  - usiadłam na łóżku i ją przytuliłam mocno.
- Idź, nie nawidzę pożegnań.
- Ja też nie. Paa.
Zamknęłam drzwi od pokoju zapominając o siedzącym Leo.
- Natalia? - usłyszałam
Kurwa zaklnęłam w duchu.
- Nie mogę Leo. Zmieniłam się i za chwilę wyjeźdżam. - starałam się go ignorować, chcociaż wszystko inne mówiło mi, że mam go przytulić.
- Wyjeżdżasz? - zdzwił się - Gdzie? Na długo?
- Leo naprawdę to teraz nie twoja sprawa.
- Rozumiem.
- Muszę iść wybacz.
- Natalia proszę! - chwycuł mnie za ramię - Chcę cię odzyskać. Nie ważnę jakim kosztem. Kocham cię. Jesteś inna niż wszystkie. Proszę pozwól mi.
- Nie, Leo nie mogę...
- Proszę, nie udawaj, że ci nie zależy proszę powiedz, że mamy jeszcze szansę! - patrzył na mnie błagalnym wzrokiem.
Chciałam powiedzeć, że mamy jeszcze szansę, że go kocham... Ale nie mogłam wiedziałam, że to by wszystko przekreśliło...
- Leo, posłuchaj z nami koniec. Wyjeżdżam nie wiem na ile. Nie ma szans na 'nas'. Będę tęsknić.- powiedziałam z gólą w gardle wsrzymując łzy jak tylko mogłam.
- Kocham Cię my Polish Queen - wyszeptał.
- I know my English Prince - powiedziałam ze łzami w oczach i rzuciłam mu się na szyje ściskając najmocnej na świecie, jakbym nigdy go już nie miała zobaczyć - But, I can't stay with you. Please let mi go. - puściłam go i odwróciłam się, żeby jak najszybciel to zakończyć.
- Natalia- zawołał, a ja niepotrzebnie się odwróciłam. - Jeszcze jedno - podszedł do mnie pewnym krokiem i pocałował. Tak jak jeszcze nikt mnie nie całował. Słodko, namiętnie z pasją... Włożył w to całą swoją proźbę o to żebym została, całą swoją miłość...  Ale ja nie mogę. Poprostu nie mogę...
- Wrócę, obiecuję. - wymamrotałam. A potem wyszłam ze szpitala tak szybko jak było to możliwe. Nie chciałam go widzieć. To było zbyt bolesne. Nie mogłam na niego patrzeć. Kochałam go, ale uczucia to słabośc. Muszę o nim zapomnieć. Uczucia to słabość, a ja o tym zapomniałam.
Przez prawie półtorej godziny chodziłam po parku bez jakiegokolwiek słowa. Musiałam to wszystko przemyśleć. Nie mogłam się pozbierać po tym co było w szpitalu. Uczucia to wredne chuje. Przez nie się tylko cierpi. Nie może być tak jak w Pamiętnikach Wampirów? Takie pstryk i uczucia znikają.  Nie... to by było za proste. Dobra pozbieraj się.
Zdecydowałam, że jak najszybciej oddam szpik i jadę do Korei bez żadnego zbędnego tłumaczenia.
Weszłam zdecydowanie do szpitala. Przy recepcji stała starsza sympatycznie wyglądająca kobieta.
- Dzień dobry,  chciałam oddać szpik dla mojej siostry leży w tamtej sali. - starałam się być uprzejma
- To bardzo miłe z twojej strony - uśmiechnęła się - Chodz ze mną zbadam ci krew i sprawdzę czy macie zgodną grupę.
Po jakiś 40 minutach dowiedziałam się, że mamy tą samą grupę krwi i szpik jest odpowiedni do pobrania. Zaprowadzili mnie na sale operacyjną gdzie dostałam narkozę. Za drugim razem udało się mnie uśpić. Widziałam ciocię Ewę stojącą za szybą, która ocierała chusteczką oko. Dalej nic nie pamiętam.
Obudziłam się jakieś 2 godziny później. Lekko otworzyłam oczy i pierwsze co poczułam to, że jest mi zimno. Otworzyłam oczy, ale minęła chwila, zanim obraz mi się załadował. Zobaczyłam pusty pokój. Wszyscy pewnie siedzieli u Marianny. Cóż nawet lepiej.
Wstałam, ubrałam się i gdy miałam już wychodzidź drzwi otworzyła pielęgniarka.
- Powinnaś jeszcze leżeć jakiś czas. - powiedziała odstawiając tackę z jedzeniem na stolik.
- Dziękuję, ale jest dobrze. - uśmiechnęłam się
- W takim razie dobrze. Pamiętaj w razie czego możesz się do nas kierować.
- Dobrze, będę pamiętać. Czy moja siostra wyzdrowieje?
- Jej choroba nie jest ostra, a po otrzymanym szpiku powinno jej się zrobić lepiej.
- Proszę jej powiedzieć, że Shin czeka, będzie wiedziała o co chodzi.
- Przekażę. - obiecała
- Dowidzenia - powiedziałam i wyszłam jak najszybciel tylko mogłam ze szpitala.
Samochód czekał przed domem. Zapakowałam tylko walizki i w końu odjechałam.
Patrzyłam na uciekającą drogę. Widzałam wszystkie szczęśliwe chwilę, które przeżyłam tutaj. Widziałam pogrzeb mamy, wypadek i koncert. To bolało. To bardzo bolało i nie chciało przestać. Pocieszająca myśli była taka, że teraz im będzie lepiej. Leo znajdzie nową lepszą dziewczynę, któta go nie zostawi, żeby naprawidz swoje życie i która ma uczucia. Mary zacznie normalnie żyć, bez wiecznych problemów młodszej siostry... Osobą które są dla mnie kimś więcej będzie się żyło lepiej a to jest najważniejsze.    
Taksówkarz zatrąbił wyrywając mnie z zadumy. Wręczyłam mu wynagrodzenie i zabrałam walizki z bagażnika kierując się na odprawę. Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Odprawa była szybka i bezproblemowa o 18:00 siedziałam już w samolocie. Serce mi mocno biło. W końcu nadeszła ta chwila, kiedy będę sama zdana na siebie.
Po 8 godzinach lotu lotnisko czekało na mnie otworem. Wyszłam razem z ludźmi i zobaczyłam mężczyznę, który trzymał kartkę z napisem 'Cukiereczek'.
- Shin! - zapiszczałam a mężczyzna uśmiechnął się głupkowato i przytulił mnie kiedy na niego wleciałam - Jak ja cię dawno nie widziałam! Tak się straszne stęskniłam! - wtuliłam się w jego rękaw
- Oj mała, ja też się stęskniłem, ale nie stójmy tak na lotnisku, tutaj ludzie dziwnie patrzą na takie coś. Chodź zawiozę cię do twojego nowego domu?
- Ale mam nadzieję, że będziemy tam razem.
- Niestety, kręcę sceny do nowego serialu i mieszkam razem z aktorami. Ty będziesz razem z Mark'iem. Jest trochę straszy, ale się zaprzyjaźnicie.
- Okej, skoro tak mówisz.
Shin wziął moje bagaże i tak zaczęłam nowe życie w Seul...                           






Kolejny rozdział mam nadzieję, że się podoba.
Przepraszamy że tak długo nie było rozdziału ale problemy, laptopy i ludzie nie chcieli z nami współpracować.
Tak że Ave Legiony Sława i Chwała ja się żegnam paa.

PS Pozdrowienia żeby rozdział był fajniejszy
Dla Czen
Dla Helgi
Dla Mojego Kota
Dla Wabika
Dla Remika
Dla Majdana
Dla Agtki
Dla mojej ciotki, która mnie przygarnia na ferie
Dla wszystkich ludzi czytających to gówno
Kocham was <3
#Pietrawielcenatchniona       

wtorek, 12 stycznia 2016

Ogłoszenia parafialne

Pamiętacie moją obietnicę o obcięciu grzywki?  Obetnę, obiecuję xx
Rozdział pojawi się do jutrzejszego wieczora (czyli środy) gdyż moja próba teatralna się odrobinkę przeciągneła...
A co do grzywki mówię serio XDD Są tu osoby które mają szczęście znać mnie osobiście (#skromność) więc to potwierdzą xx Tak więc do jutra, BaMowych ♡♡♡
Ps. Dziękuję Wam kochane za ponad 60 tys wyświetleń ♡♡ Gdy patrzę na tę rosnącą liczbę mam łzy w oczach xxx
No i pozdrawiam Bambkisielka, który chce mnie zabić i pochować z laptopem XD Wygrałaś miśka xx

sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 40 - "Forever is a long time, but i wouldn't mind spending it by your side"

~Marianna~

Chwilę po wyjściu Natki, wszedł do mnie Leondre. Ciocia nadal spała. Po twarzy bruneta cicho płynęły łzy.
- Co się stało ?- spytała cicho przerażona
- A co cię to obchodzi ? – burknął. Spojrzałam na niego zaskoczona. To nie był ten Leo…
- Przepraszam – westchnął – Jesteś dla mnie zazdrosna, a ja się zachowuję jak ostatni cham…
- No to powiedz siostrze co się stało – usiłowałam się uśmiechnąć.
- Natka… zerwała ze mną… - po jego twarzy łzy spływały już całą rzeką.
- Uduszę kiedyś tego debila… - jęknęłam – Chodź tu – wyciągnęłam rękę w stronę bruneta, a gdy podszedł mocno go uściskałam.
- Obiecuję ci, że jak ją dorwę to ją w ten wychudzony tyłek kopnę – rzekłam
- Nie musisz – na twarzy Leo pojawił się cień uśmiechu.
- Ale mogę – również delikatnie się uśmiechnęłam.
- Lepiej się czujesz ? – zmienił temat – Wybacz, nie powinienem się pytać – speszył się.
- Nie, w porządku. Już lepiej, jutro mam wrócić do domu, ale z lekami. Nie wiesz, czy Charlie już poszedł ?
- Poszedł, Natka go wygoniła… Ale jeśli chcesz to mogę…
- Nie – przerwałam mu – musi odpocząć.
- W sumie masz rację… - nagle ciocia drgnęła i gwałtownie uniosła głowę, przecierając oczy.
- Gdzie… Czyli to nie był sen… - szepnęła, widząc mnie na łóżku.
- Ciociu…
- Nie Marianna – uśmiechnęła się ciepło – mną się kochana nie przejmuj – zerknęła na telefon – Ja już muszę jechać, ale wujek przywiezie ci dzisiaj jeszcze trochę rzeczy i jutro rano wracamy. Jeśli przez noc nic się nie stanie …
- Dobrze ciociu… Jedź już, Tobias na pewno za tobą tęskni – przytuliłam ją i wyszła z sali.
- Zostanę jeszcze z tobą, jeśli nie masz nic przeciwko… - stwierdził Leoś.
- Jasne, że nie mam nic… - przerwał mi telefon. Zerknęłam na wyświetlacz, dzwoniła Olivia.
- Czy ty żyjesz ?! Przez ostatnie kilka dni znaku życia od ciebie nie miałam – wydarła się, ledwo odebrałam telefon.
- Livie… - próbowałam dojść do słowa.
- Wiesz, jak się o ciebie martwiłam ?! Ale potem zobaczyłam zdjęcie na ig Charliego i zrozumiałam ! Szczęścia kochana, no a tak to co u ciebie ?
- Olivia, jestem w szpitalu.
~Charlie~           

Byłem już prawie w domu, gdy usłyszałem, jak ktoś woła moje imię. Mając nadzieję, że jakimś cudem jest to Mary, odwróciłem głowę. Zawiodłem się. Kilka metrów za mną szła Rebeca. Zatrzymałem się i spojrzałem na nią niezbyt przyjemnym wzrokiem
- Czego chcesz ? – spytałem.
- Widziałam wasze zdjęcie… - spojrzałem na nią. Mówiła podejrzanie spokojnie.
- No i ?
- Chciałam życzyć ci szczęścia. I Mary też. I ja… mam coś dla niej… - zawahała się. Zerknąłem na nią zdziwiony.
- To list – wyjaśniła wręczając mi kopertę – Możesz jej przekazać ? Ale proszę, nie czytaj..
- Nie przeczytam – obiecałem, chowając list do kieszeni – I jasne, że jej przekażę.
- Dzięki. I … Charlie, czy mimo wszystko możemy nadal utrzymywać ze sobą kontakt ? – spytała, niepewnie zerkając mi w oczy.
- Sądzę, że jest to możliwe – z wielkim trudem posłałem jej uśmiech, który odwzajemniła.
- To… do zobaczenia – uśmiechnęła się ostatni raz i odeszła. Ja również przyspieszyłem do domu, przypominając sobie, że czeka na mnie tam Melody.
- Jestem – krzyknąłem, wchodząc do domu.
- Charlie, wszystko w porządku ? – mama natychmiast do mnie podbiegła. Łzy pociekły po mojej twarzy, gdy pokręciłem głową.
- Co się stało ? – szepnęła, obejmując mnie ramieniem i prowadząc do kuchni – I co to za pies ?
- Mamo… ja… Mam dziewczynę


~Marianna~

Po drugiej stronie zapadła cisza.
- GDZIE jesteś ? – spytała po dłuższej chwili.
- W szpitalu.
- Komuś coś się stało ? Leo, Natce…
- Nie. Mi. Mam białaczkę. – znów zapadła cisza.
- Wybacz że tak prosto z mostu Livie, ale jestem szczera.
- W którym jesteś szpitalu ? – spytała. Podałam jej adres.
- Jestem za 10 minut – powiedziała, rozłączając się.
Leo spojrzał na mnie niepewnie.
- Wszystko w porządku ?
- Tsa… za 10 minut będzie tu Olivia.
- Mam iść, czy…
- Zostań, dopóki ona nie przyjdzie, jeśli możesz – poprosiłam.
- Jasne, że mogę – chłopak uśmiechnął się delikatnie, ściskając mnie za rękę.

~Charlie~

- No to chyba dobrze, że masz dziewczynę… - mama zerknęła na mnie nie pewnie.
- Ale dzisiaj dowiedziałem się, że ma białaczkę. To jej pies. Rano byliśmy w parku na spacerze i zemdlała, karetka po nią przyjechała…. – znów zacząłem płakać.
- Charlie… będzie dobrze…
- Nie mów tak ! – nie mogłem powstrzymać krzyku – Nie możesz mówić, że będzie dobrze !
- No to w takim razie… Trzeba mieć nadzieję, że będzie dobrze – w oczach mamy również zebrały się łzy.
- Przepraszam – szepnąłem uciekając do pokoju. Melody potruchtał za mną i gdy usiadłem na swoim łóżku, wskoczył mi na kolana.
- Na razie zostaliśmy sami – szepnąłem, głaszcząc go delikatnie. Poszedłem wziąć szybki prysznic, położyłem się i sam nie wiem kiedy usnąłem, po pełnym wrażeń dniu.

~Marianna~
Ja i Leondre siedzieliśmy w milczeniu, w ten sposób się wspierając. Ja jego po rozstaniu, a on mnie w chorobie. Nagle drzwi huknęły o ścianę i do sali wpadła Olivia. A przynajmniej tak mi się zdawało…
- Coś ty zrobiła… - zaczęłam, patrząc na jej krótko przystrzyżone, czarne włosy.
- Pofarbowałam się i trochę zmieniłam fryzurę – odpowiedziała spokojnie. W myślach się pocieszyłam, że w przeciwieństwie do Natki, odpuściła sobie kolczyki.
- To ja już pójdę – mruknął speszony Leo i szybko opuścił pokój. Livie ściągnęła perukę i jej blond loki rozsypały się wokół jej głowy. Patrzyłam na nią z szeroko otwartymi oczmi.
- Co to miało być ? – spytałam.
- Przeczuwałam, że ktoś tu będzie, a chciałam z tobą pogadać na osobności no i miałam nadzieję że to kogoś odstraszy…
- Ty mój chory pojebie – ze łzami w oczach ją mocno uściskałam, co odwzajemniła.

- Jestem z Percym – powiedziała, nie pewna mojej reakcji.
- Jeśli jesteś z nim szczęśliwa, to gratki – uściskałam ją ponownie.
- Sądzę, że nam się uda – odpowiedziała cicho – Ale teraz opowiadaj.
Więc posłusznie jej opowiedziałam wszystko od dzisiejszego ranka, aż do teraz.
- Nie mogę w to uwierzyć… Ale już mam pomysł – stwierdziła spokojnie.
- Jaki ?! – spytałam, dziwnie przerażona jej „pomysłem”.
- Zbiorę ludzi do badań. Musisz jak najszybciej mieć przeszczep i do nas wrócić, misiek – uśmiechnęła się do mnie smutno.
- Olivia… Ja… To bardzo kochane z twojej strony, ale…
- Czyli postanowione – stwierdziła zadowolona, przerywając mi. Nim zaprotestowałam, rozległo się pukanie, i wszedł wujek z torbą sportową.
- Dobry wieczór panu – blondynka wyszczerzyła się do mojego wujka – Mary zostawiam cię w dobrych rękach i spadam realizować mój plan – uściskała mnie po raz ostatni i krzycząc „paa” wybiegła na korytarz. Nim wujek zdążył się zorientować, wpadła z powrotem i biorąc perukę ponownie wybiegła z pokoju.
- Z takimi przyjaciółkami chyba szybko wrócisz do zdrowia – westchnął – A i mam dla ciebie list.
- List ? – powtórzyłam zdziwiona.

~Pani Karen~

Jakiś czas potem, zajrzałam do pokoju syna. Charlie leżał na łóżku, pogrążony w głębokim śnie. Zobaczyłam leżącą obok niego kopertę, zaadresowaną do Mary. Zerknęłam na szczeniaka i do głowy wpadł mi pewien pomysł. Wzięłam list i psa i zeszłam na dół.
- Brooke – zwróciłam się do dziewczyny – idę odnieść psa pani Ewie, to nie daleko. Ty zostań w domu, dobrze ? Charlie jak by co, śpi na górze.
- Dobrze mamo – uśmiechnęła się, wracając do oglądania telewizji.
Wyszłam na dwór i skierowałam się w stronę odpowiedniego domu. Na podjeździe zobaczyłam samochód i Toma – wujka Marianny – wkładającego do auta sportową torbę. Dogoniłam go
- Przepraszam… ja jestem…
- Wiem kim pani jest – przerwał mi – Mama Charliego, prawda ?
- Tak.. To jest chyba państwa pies i mam też list zaadresowany do Mary.
- Przekażę jej, dziękuję bardzo – mężczyzna uśmiechnął się.
- Do widzenia w takim razie – powiedziałam zostawiając szczeniaka i kopertę w dobrych rękach.
- Do widzenia  - odpowiedział wsiadając do samochodu.






Witam kochane Bambkisielki w Nowym Roku !! 

Jak po Sylwestrze, miśki ? Żyjecie, czy jescze kac ? XDD 
#MaryPróbujeByćŚmieszna 

Za ten rozdział mnie chyba nie zabijecie... Wszystko jest ślicznie wyjaśnione xx 
*oprócz listu, ale cii*

Jedziecie na koncert w marcu ? Mi niestety się nie uda, ale czekam na wrzesień xx

 Nie wyszła mi końcówka, ale cii... Jest 1:11, a mi się nudzi, więc to co miało być w następnym rozdizale, dałam trochę w tym <3

I chyba tyle...

Papatki, do następnego ~ Maryy xx